Emocjonalny koktajl – czyli jak uczucia wpływają na to, co jemy

donutCzy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego po zawodzie miłosnym pocieszamy się, wyjadając czekoladki z bombonierki? A gdy ogarnia nas chandra, kupujemy pudełko kremowych lodów? Czemu po stresującym dniu w pracy, kiedy w dodatku uwikłaliśmy się w konflikt z szefem, siadamy przed telewizorem z paczką chrupiących chipsów, paluszków lub prażonej kukurydzy? Kiedy jesteśmy znudzeni, często nabieramy ochoty na pikantne, wyraziste potrawy, a gdy czujemy, że powinniśmy się zmobilizować do działania, sięgamy po batonik czy filiżankę kawy? Jak się okazuje, wybór określonych produktów może zależeć od emocji i myśli, które nam towarzyszą.


Według dr Doreen Virtue, prowadzącej program dotyczący zaburzeń odżywiania, nasz organizm poprzez apetyt na daną potrawę pomaga nam osiągnąć taki poziom energii lub stan emocjonalny, którego w danym momencie najbardziej potrzebujemy.

Podczas pracy z osobami nałogowo objadającymi się zaobserwowała, że tracili oni kontrolę nad swoim łaknieniem wtedy, gdy znajdowali się pod wpływem silnych, budzących dyskomfort emocji, zwłaszcza strachu, gniewu, napięcia i wstydu. Najczęściej wybierali wtedy jeden rodzaj produktu, w zależności od tego, jakimi uczuciami byli pochłonięci. Również dr Bernard Lyman z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej udowodnił, że ludzie ulegają zachciankom żywieniowym, kiedy znajdują się pod wpływem emocji. W przeprowadzonym przez siebie badaniu poprosił ankietowanych, by postarali się przywołać różne odczucia, a następnie zadecydować, na które przekąski mieli największą ochotę. Ponownie okazało się, że każdemu z uczuć towarzyszył wybór określonego produktu lub grupy produktów.

Czym są zachcianki żywieniowe?

Dopadają nas w najmniej spodziewanym momencie – w podróży, w samym środku ważnego wykładu, podczas restrykcyjnej diety… Są tak silne, że potrafią nawet wybudzić ze snu. Sprawiają, że nie możemy myśleć o niczym innym. Zanim się spostrzeżemy, ogarnia nas obsesyjne pragnienie spożycia danej potrawy, najlepiej natychmiast. Co ciekawe, zazwyczaj dotyczą one produktów zakazanych, na tak zwanej „czarnej liście”, o których doskonale wiemy, że są przetworzone, kaloryczne i niezdrowe i których na co dzień powinniśmy raczej unikać. Nasz głód nie wynika z pustego żołądka, lecz trudnej do zwalczenia potrzeby, by poczuć się lepiej już teraz. Przyczyny takich zachcianek żywieniowych upatrywać należy nie tylko w biologicznych właściwościach produktów, jak ich fizyczna struktura i skład chemiczny, lecz także w efekcie psychologicznym, jaki wywołują.

Czekolada = potrzeba miłości

Już po zjedzeniu kilku kostek czekolady na nasz mózg zaczyna działać neuroprzekaźnik zwany fenyloetyloaminą (w skrócie PEA), który powoduje przyspieszone bicie serca, uczucie ekscytacji i euforii, a także wzmaga poczucie bliskości miedzy dwiema osobami. Czy opis tego stanu nie brzmi znajomo? Owa tajemnicza substancja nazywana jest niekiedy „narkotykiem miłości”, powstaje bowiem wtedy, gdy się zakochujemy. W czekoladzie znajduje się również tryptofan- aminokwas wykorzystywany do produkcji serotoniny, która sprawia, że czujemy się szczęśliwi. Kolejny neuroprzekaźnik- anandamid- przyczynia się do zwiększonej produkcji dopaminy, zapewniającej dobre samopoczucie i przypływ energii. Wywołane dużą ilością cukrów endorfiny łagodzą stres i ból, a teobromina i kofeina działają pobudzająco. Wysoka zawartość tłuszczów łagodzi dręczące poczucie pustki i samotności. Nie można pozostać obojętnym także na zapach czekolady – zawarte w nim cząsteczki pirazyny stymulują ośrodek przyjemności w mózgu. Nic dziwnego, że po ten słodki przysmak sięgamy często wtedy, gdy łakniemy romantycznych uniesień, zostaliśmy odtrąceni, czujemy się niespełnieni w miłości i rozczarowani. Pragniemy wtedy ukojenia porywów serca i poczucia szczęścia, które dostarcza właśnie czekolada.

Nabiał = antydepresant

Sięgając po takie produkty mleczne, jak bita śmietana, smakowe jogurty czy niektóre sosy do sałatek, dostarczamy organizmowi mieszaninę substancji chemicznych wpływających pozytywnie na nasz nastrój. Laktoza i tyramina poprawiają humor, cholina koi nerwy, a tryptofan, jeden ze składników mleka, wspólnie z węglowodanami powoduje uczucie szczęścia i odprężenia. Dlatego też częstszy niż do tej pory wybór lodów, a także pizzy, nachos lub makaronu z dużą ilością sera, w połączeniu z ich przyjemną kremową konsystencją podyktowany może być po prostu przewlekłym stresem, rozdrażnieniem i uczuciem przygnębienia.

Pikantne, ostre potrawy = potrzeba ekscytacji

Jeśli ostatnio rozsmakowaliśmy się w wyrazistej kuchni tajskiej, chińskiej lub meksykańskiej, a większość dań zaczęliśmy doprawiać znaczną ilością pieprzu, soli i sosu tabasco, może to świadczyć o potrzebie intensywnych doznań, których brakuje nam na co dzień. Prawdopodobnie niezbędna jest nam większa dawka wrażeń w którejś z takich dziedzin życia, jak praca, relacje z ludźmi czy rozrywka, potrzebujemy dokonać w nich zmian lub łakniemy nowości, oderwania się od codziennej rutyny. W większości potraw chińskich znaleźć można bowiem glutaminian sodu (E621), który ma silne działanie pobudzające, powoduje nadmierną potliwość, zwiększa ciśnienie krwi i apetyt. Dania meksykańskie obfitują z kolei w ostre papryczki chilli, podwyższające temperaturę ciała, by później znacznie ją obniżyć. Powoduje to gwałtowny przypływ adrenaliny i wydzielenie kortyzolu uśmierzającego ból. Rozkoszując się egzotycznymi, pikantnymi potrawami możemy zatem tłumić cierpienie, także psychiczne.

Chrupiące i tłuste przekąski = pokonać stres, wypełnić pustkę

Długotrwały stres prowadzi do produkcji opioidów, powodujących objadanie się. Zaburza też odbieranie sygnałów sytości płynących z ciała. Przyczynia się również do coraz częstszego zjawiska, jakim jest bruksizm – nieświadome napinanie mięśni narządu żucia, skutkiem którego jest choćby zgrzytanie zębami. Nic dziwnego, że pod wpływem wzmożonego napięcia i frustracji sięgamy zwykle po chrupki, precelki, chipsy czy prażoną kukurydzę. Intuicyjnie wyładowujemy nagromadzony gniew i irytację w społecznie akceptowany sposób- na produktach, które stawiają opór naszym zębom. Nie bez powodu produkty te są również wysokotłuszczowe. Stres wzmaga lęk objawiający się poczuciem pustki- tłuszcz natomiast na długi czas zapełnia żołądek, powodując błogą sytość i poczucie bezpieczeństwa.

Orzechy i masło orzechowe = przyjemność i rozrywka

Sam zapach orzechów dzięki wspomnianej już wcześniej pirozynie sprawia przyjemność, a duża zawartość tłuszczu tłumi poczucie pustki i braku satysfakcji. Tyrozyna wpływa na zwiększenie ciśnienia krwi i rozszerzenie naczyń krwionośnych, dzięki czemu odczuwamy zadowolenie. Wiele zależy od konsystencji produktów zawierających orzechy. I tak na przykład kremowa, gładka struktura masła orzechowego działa na nas odprężająco, a zajadając się pikantnymi prażonymi orzeszkami zwalczamy nudę i monotonię. Bez względu na postać najczęściej traktujemy orzechowe przekąski jako drobną przyjemność, zastępującą inne rozrywki, na które zwykle nie mamy czasu.

Ciasta, ciasteczka, cukierki = pocieszenie, nagroda, wsparcie

Kiedy odczuwamy napięcie, nasz organizm produkuje duże ilości kortyzolu – hormonu stresu, który zwiększa nasze zapotrzebowanie na węglowodany. Nie jest to jednak jedyna przyczyna, dla której z takim upodobaniem delektujemy się świeżym pieczywem czy domowymi wypiekami. Ciasteczka, pieczone wspólnie w okresie przedświątecznym, tort przygotowywany przez babcię na urodziny wnuka, naleśniki, którymi raczyła się przy śniadaniu cała rodzina budzą w nas skojarzenia z beztroskim okresem dzieciństwa i ciepłem rodzinnym. Czy nie zdarza nam się do tej pory piec ciast, by okazać bliskim miłość i wsparcie? Dostając cukierki za każdym razem, gdy wykonaliśmy jakiś nużący obowiązek lub przynieśliśmy wysoką ocenę ze szkoły, utrwala się w nas określony wzorzec nagrody. Jeśli rodzice zabierali nas do cukierni, aby poprawić nam humor po doznanej przykrości, nierozerwalnie łączymy słodkości z pocieszeniem. Gdy słabość do słodkiego przysmaku przeradza się w niekontrolowaną zachciankę żywieniową, warto poszukać we wspomnieniach, jaki wzorzec z dzieciństwa powielamy i dlaczego.

Reasumując, kiedy następnym razem poczujemy przemożne pragnienie sięgnięcia po tabliczkę mlecznej czekolady, pikantny przysmak meksykańskiej kuchni czy ociekającą tłuszczem porcję frytek, zastanówmy się najpierw, czy nie działamy pod wpływem emocji, których nie chcemy dopuścić do głosu.

Adrianna LipiarzAutorką artykułu jest Pani Adrianna Lipiarz, studentka psychologii stosowanej na Uniwersytecie Jagiellońskim, koordynatorka Sekcji Psychodietetyki KNP Pragma, wolontariuszka Oddziału Psychiatrycznego w Zakładzie Opiekuńczo- Leczniczym w Krakowie. Interesuję się szeroko pojmowanym zdrowym stylem życia, w szczególności świadomym, racjonalnym i pełnowartościowym odżywianiem zapewniającym człowiekowi dobrostan zarówno fizyczny, jak i psychiczny. Pasjonują mnie różne dziedziny medycyny niekonwencjonalnej, zwłaszcza fitoterapia i rolfing. W wolnych chwilach pływam, ćwiczę pilates i spinning.

Bibliografia:

Virtue Doreen, „Zachcianki pod kontrolą. Jak opanować pokusę jedzenia?”, wyd. Illuminatio, Białystok 2013, str.14- 46, 167-268

http://www.amanochocolate.com/faqs/why-does-chocolate-make-people-happy/

http://www.sciencefocus.com/blog/why-does-chocolate-make-us-happy

http://edition.cnn.com/HEALTH/indepth.food/sweets/chocolate.cravings/

http://psychcentral.com/lib/does-chocolate-addiction-exist/

http://www.psychologistworld.com/biological/neurotransmitters/serotonin.php

http://blog.znanylekarz.pl/nieswiadomie-zaciskasz-zeby-objaw-stresu-czym-grozi/

Źródła zdjęć: pl.123rf.com, prywatne archiwum Pani Adrianny Lipiarz